Po skończeniu kartek, chociaż jeszcze pojedynczo się dorabiają ;) ( zawsze jeszcze Ktoś się przypomni) wzięłam się za szydełko na malutką chwilę.
Niestety pamięć ludzka zawodna, a mikołajki wykonywane raz w roku i nie co roku.Trzeba było trochę pomyśleć. Jakiś schemat znalazłam i coś na nim ode mnie napisane, ale jak się okazało zabrakło jednego rzędu....
Powstało sobie 24 szt i poszły się krochmalić. Nie powiem bo zaskoczyło mnie,ze trochę czerwony zafarbował. Ale tylko leciutko
Po doklejeniu oczek i nosów mikołajki wpadły w torebki i poleciały w świat :)
Jeszcze w zeszłym roku po jakiejś okazji, bo już nie pamiętam , uzupełniłam sobie paletę muliny Ariadny. Na uzupełnienie DMC w życiu nie będzie mnie stać.......
I sobie tak leżała,aż uznałam, że ciężka praca to nie jest i można zrobić z tym porządek. To znaczy nawinąć na bobinki i w pudełka :)
I już jest wszystko na swoim miejscu :).Jak zwykle jest też spory zapas ;)
Ale tu już woreczkach strunowych, w których kiedyś miliny trzymałam. Z czasem wyszło,że nie są dla mnie wygodne......To tyle na dziś. Zmykam jeszcze obiecaną serwetkę z choinek robić :)
Pozdrawiam :)














































